Historyczna kamienica do zmiany

Zachowane oblicze

 

Jeśli, drogi czytelniku, śledzisz naszego bloga czy facebooka w miarę uważnie, to na pewno zauważyłeś informacje o renowacji, której poddaliśmy swoją kamienicę. Rozpoczęliśmy ją od remontu wnętrza, które było równie mocno zaniedbane co elewacje. Pokój po pokój, metr kwadratowy po metrze, przywracaliśmy pierwotny blask kamienicy przy Traugutta 35. Był to proces czasochłonny, wymagający wielkich nakładów finansowych i pracy. Byliśmy jednak konsekwentni i nieustępliwi, aby doprowadzić zaczęte dzieło do końca. Wszystkie te prace są już na ukończeniu, a w międzyczasie rozpoczęliśmy remont elewacji i tyłu kamienicy. Również one zostały zakończone. Efekty każdy może ocenić samodzielnie. Kamienica znów prezentuje się spektakularnie, jak niemal 150 lat temu, kiedy otwierała swoje podwoje po raz pierwszy. Oczywiście przed rozpoczęciem prac mieliśmy różne pomysły na to jak wykonać planowany remont. Czy cokolwiek zmieniać w oryginalnym wyglądzie budynku, jeśli tak to co i w jakim zakresie. Przyznamy otwarcie, że niekiedy pewne zmiany byłyby dla nas korzystne. Stanęło jednak na tym, że zachowamy oryginalny charakter i ducha tego miejsca. Chociaż wymagało to większych wydatków i dłuższych prac uznaliśmy, że warto. Dobrze wszyscy wiemy, iż Wrocław mocno ucierpiał w wyniku działań wojennych. II Wojna Światowa przeorała jego oblicze. 80% przedwojennej zabudowy legła w gruzach, a to co pozostało w okresie PRLu powoli niszczało, zaniedbywane przez właścicieli. Ocalałych budynków jest tak niewiele, że powinniśmy otoczyć je szczególną troską. Taka też postawa nieustanie nam towarzyszyła przy podejmowaniu wszystkich decyzji związanych z remontem naszego obiektu. Byliśmy i jesteśmy świadomi, iż nic tak nie opowiada o historii danego miejsca, w tym przypadku miasta o tysiącletniej biografii, jak jego oblicze. A obliczem miasta są zamieszkujący je ludzie i budynki, w których przyszło im żyć. Przedwojennych ludzi już nie ma, budynków zostało niewiele. Dlatego tak istotne jest dbanie o zachowanie resztek przedwojennego Wrocławia w niezmienionej postaci. Na świadectwo dla współczesności i naukę dla przyszłości. Ale nie wszyscy podzielają ten pogląd.

Zmienione oblicze

Są też jednak inne wizje rozwoju miasta i postępowania z jego zabytkową architekturą. Obecnie we Wrocławiu (i nie tylko) głośna jest sprawa dawnego domu handlowego na zbiegu ulic Ruskiej i Kazimierza Wielkiego. Charakterystyczny budynek z wieżą pochodzący z 1899 roku, który codziennie mijają tysiące wrocławian (stoi u zbiegu tras tramwajowych i autobusowych, obok jednego z ważniejszych i większych przystanków MPK) wyszedł spod ręki mistrza murarskiego Roberta Burghardta. W 1925 roku rozbudowany go wszerz (w kierunku ulicy Świętego Mikołaja), a już po wojnie dodano jedną kondygnację. Od początku swojego istnienia, jeszcze w pruskim Wrocławiu, aż po czasy współczesne służył branży handlowej. W 1910 roku miała w nim swoją siedzibę firma Robert & Julius Bentscher, która zajmowała się hurtową sprzedażą wełny. Okres II Wojny Światowej przetrwał szczęśliwie bez zniszczeń. Po wojnie działało w nim Dolnośląskie Przedsiębiorstwo Handlu Opałem i Materiałami Budowlanymi. Nigdy nie został wpisany do rejestru zabytków, ale ze względu na swój wiek widnieje na wojewódzkiej ewidencji zabytków. W praktyce oznacza to, że nie jest on chroniony prawem w takim stopniu jak budynki objęte nadzorem konserwatora. Z tej możliwości postanowili skorzystać jego obecni właściciele. Nie tylko bowiem rozpoczęli intensywny remont jego elewacji oraz wnętrza, ale także poszli o krok dalej ingerując w jego oryginalną bryłę decydując się na dobudowanie dwóch pięter. Właśnie ta ostatnia decyzja wzbudziła sporo kontrowersji i decyzji. Zwłaszcza, że dwa nowe piętra nie będą się starały wpisać w historyczną zabudowę. Mają raczej nawiązywać architektonicznie do powstałego obok biurowca Pegaz. Jego sąsiedztwo jest zresztą pośrednią przyczyną i głównym uzasadnieniem dla podwyższenia domu handlowego. Właściciele argumentują, że nowe kondygnacje będą podobnej wysokości co ściana szczytowa pobliskiego budynku. Czy kogoś takie argumentu przekonują czy nie, to inna sprawa. Oczywistym jest, że architekci, pomysłodawcy i twórcy projektu dobudowy pięter będą swojego pomysłu bronić. Twierdzą oni, że miasto się zmienia i jego zabudowa wraz z nim, że nie trzeba tylko trwać przy tym co było, a poza tym budynek nie przedstawia aż tak dużej wartości historycznej żeby zachowywać go w absolutnie pierwotnej postaci. Przeciwna strona konfliktu głosi z kolei, że to szpecenie charakterystycznego budynku w samym centrum, niszczenie jego wyglądu i ducha. Podnoszą także argument jakoby dobudowywana część była zwyczajnie brzydka. Dziwi za to postawa miejskiej konserwator zabytków, która umywa ręce twierdząc, że nie jest od oceniania estetyki, a skoro wszystkie przepisy zostały zachowane to inwestor może dowolnie przerabiać swój budynek. Nawet jeśli pochodzi on z XIX wieku. To stanowisko dziwi tym bardziej, że w obrębie Starego Miasta, którego granica w tym przypadku sięga ulicy Kazimierza Wielkiego konserwator interesuje się nawet wymianą okien czy wymianą ocieplenia w niezbyt urodziwych czy dość typowych budynkach. Budynek o którym piszemy leży po drugiej stronie ulicy Kazimierza Wielkiego, a więc jakieś 50 m od strefy Starego Miasta i z pewnością jest bardziej interesujący niż niektóre obiekty po drugiej stronie ulicy, a jednak inwestor dostał zgodę na drastyczną zmianę struktury budynku.

Co lepsze?

Co jest dobre w tej historii? Na pewno to, że inwestor zdecydował się uratować budynek w złym stanie. Czy zmiana jego bryły przez dodanie dwóch kondygnacji nie jest jednak zbyt wysoką ceną? Jeśli ów budynek miałby zostać zburzony, to z pewnością nie. Ale jednak trochę żal, że zmieni on swoje historyczne oblicze. Być może interweniować było wcześniej, nie wydając zgody na budowanie wyższego biurowca tuż obok. Pegaz na pewno przytłaczałby swoja masywną bryłą urokliwy choć niewielkich rozmiarów dom handlowy z 1899 roku. Teraz mleko się już rozlało, a kompot został wypity. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że ostateczny efekt nie będzie tak straszny jak niektórzy mają obawy. Może to faktycznie konieczność dziewoja, zmiany w tkance miasta. O tym zdecydujemy już my i kolejne pokolenia. Obyśmy byli mądrzy i przysłużyli się miejscu, w którym przyszło nam żyć.

Comments

comments

LEAVE A REPLY

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *