Topimy się!

Wrocław staje się stolicą wysokich temperatur. Każdy, kto po wieczornych wiadomościach spogląda na pogodową mapę, na pewno zwrócił uwagę na to, że najwyższe temperatury najczęściej pojawiają się w obrębie stolicy Dolnego Śląska. Jest tak niezależnie od pory roku. Ma to – jak wszystko – swoje plusy i minusy. W zimie nieco cieplejszy klimat jest na pewno zbawienny dla kierowców, którzy nie muszą zmagać się z drogowymi przymrozkami, każdego poranka zgarniać ton śniegu ze swoich pojazdów czy przymarzać skostniałymi dłońmi do zimnej jak lód kierownicy. Osoby, które uwielbiają zimowe szaleństwo będą z kolei głęboko rozczarowane niezbyt ostrą zimą – z raczej wiadomych względów. Dla wszystkich przykre z kolei będą bożonarodzeniowa święta bez śniegu. Wiadomo, że biały buch nie jest najważniejszy, ale sucha wigilia, bez białej pierzyny za oknem, to jednak nie to samo, co oszronione i przykryte grubą warstwą śniegu choinki. Kto nie szedł na pasterkę brnąc przed śnieżne zaspy, wystawiając twarz do padającego gęsto śniegu ten nie wie, co traci. Odpowiednie warunki klimatyczne, bez dwóch zdań, dodają uroku temu ciepłemu i rodzinnemu czasowi.

Wracając jednak do lata. Mamy wrażenie, że ostatnimi czasy stara się ono nadrabiać za zimę. Im bardziej ta ostatnia jest nijaka, serwuje nam pluchę na ulicach zamiast śniegu, lekkie przymrozki zamiast trzaskających mrozów, ponure niebo zamiast jasnych dni rozświetlonych odbijającym się w śniegu słońcem tym bardziej lato staje się gorące. Nie do końca wierzymy w teorie o globalnym ociepleniu, ale jeśli dalej będzie tak to wyglądało, to chyba zaczniemy dawać im wiarę.

Oczywiście wysokie temperatury latem są rzeczą naturalną, a wręcz pożądaną. Zwłaszcza dla ludzi wygrzewających nad różnymi wodnymi akwenami swoje zmęczone całoroczną pracą ciała. Niestety osoby pozostające w mieście, zwłaszcza te pracujące cierpią męki i katusze za każdym razem, kiedy muszą wychylić się poza swoje klimatyzowane miejsca pracy. Nie ma, co nawet mówić o osobach pracujących fizycznie w pełnym słońcu. Im należy tylko współczuć.

Na szczęście Wrocław leży w strefie klimatu umiarkowanego. Sprawia to, że tzw. ciepłych dni (czyli takich, w trakcie których temperatura przekracza 25 stopni) jest u nas zaledwie 50 w przeciągu całego roku. Na tle pozostałych 315 nie jest to liczba imponująca. Co oczywiste największa ich ilość przypada na wakacyjne miesiące lipca i września.

Ostatni raz we Wrocławiu było tak gorąco w 1994 roku. Pierwszego sierpnia tego roku padła rekordowa temperatura 37,4. Synoptycy zapewniają jednak, że w najbliższych dniach pobijemy ten rekord przekraczając granicę 38 stopni Celsjusza w cieniu.

Chociaż to temperatury rzadko spotykane w naszym kraju, to na mieszkańcach innych rejonów naszego globu nie zrobiłyby żadnego wrażenia. W Libii swojego czasu odnotowano 57,8 stopni Celsjusza. Na pustyni Mojave leżącej w Stanach Zjednoczonych regularnie odnotowuje się temperatury dochodzące do 50 stopni, a rekord z 1913 roku (wciąż niepobity!), to aż 56,7 stopni Celsjusza.

Co ciekawe w drugą stronę temperatury są jeszcze bardziej ekstremalne. Najniższa zanotowana do tej pory temperatura to 89,2 stopni Celsjusza poniżej zera. Zarejestrowali ją w roku 1977 Rosjanie w swojej arktycznej stacji naukowo – badawczej Wostok.

Jakby nie było jedno jest pewne – mamy upalne lato. Upalne lato to z kolei idealny czas żeby udać się na urlop. A jeśli urlop we Wrocławiu to Vanilla Hostel. Nasza kamienica ma grube mury rodem z XIX wieku i w środku cały czas panuje przyjemny chłód. Chociaż na zewnątrz się topimy, to w naszych gościnnych progach odpoczniemy. Zapraszamy!

Comments

comments

LEAVE A REPLY

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *