Solpol przechodzi do historii

Solpol znakiem swoich czasów

Pisaliśmy jakiś czas temu o sporze wokół budynku Solopolu. Tekst przeczytacie w tym miejscu. Trwała w owym czasie gorąca dyskusja między właścicielem budynku, jednym z najbogatszych Polaków, twórcą imperium Cyfrowego Polsatu (w skład, którego wchodzi telefonia komórkowa Plus), Zygmuntem Solorzem – pragnącym wyburzyć swoją własność i na jej miejsce postawić coś nowego, a grupą społeczników, aktywistów miejskich wspieranych przez niektórych historyków sztuki naszego Uniwersytetu – postulujących wpisanie „ciekawego architektonicznie” (w cudzysłowie i z odrobiną ironii) na listę zabytków chronionych prawem. Dlaczego pan Solorz chce wyburzyć ten obiekt łatwo się domyślić. W jego miejscu postawi nowy, większy (zajmujący również sąsiednią działkę), bardziej funkcjonalny, a co najważniejsze przynoszący większe zyski. Właściciel jest przede wszystkim biznesmanem. Patrzy na rachunek zysków i strat. Z tego z kolei jasno wynika, że bardziej opłaci mu się zrównać Solpol z ziemią i postawić coś od nowa niż kombinować z jego remontami czy adaptacją. Zwłaszcza, że wszystkie te działania mogłyby być utrudnione gdyby stojący w kontrze do Solorza aktywiści dopięli swego. Coś, co raz wciągnięto na listę zabytków prawem chronionych pozostaje w niej raczej na zawsze. Każdy remont musi być uzgadniany z konserwatorem, nie można niczego samowolnie zmienić (nie mówiąc już o burzeniu), trzeba dbać o zachowanie dobrego stanu obiektu. Jednym słowem – wielki kłopot dla kogoś, kto patrzy w pierwszej kolejności na zysk. Skoro motywy pana Solorza są jasne, to, czym kierują się osoby pragnące zachować budynek? Pisaliśmy już o tym w poprzednim tekście, ale po krótce przypomnimy.

Brzydki, ale oryginalny

Chociaż wszyscy zgodnie przyznają, że budynek nie jest najpiękniejszy wizualnie, to wpisuje się w klimat epoki dziejowej, w której powstawał. Czas przejścia z jednego ustroju (komunistycznego) w drugi (demokratyczno-kapitalistyczny) (a pamiętać trzeba, że Solpol powstał w 1993 roku) charakteryzował się pewną… pstrokacizną. Ortalionowe dresy w kolorach tęczy, bujne fryzury, za duże marynarki i spodnie. Większość z nas pamięta początek lat 90. A nawet, jeśli nie z własnych wspomnień, to z powstających w tym czasie produkcji kinowo – telewizyjnych, zdjęć czy innych nośników kultury i pamięci. Solpol będąc dzieckiem swoich czasów nie mógł być inny. Absolutnie nie wpisuje się w zabudowę ulicy Świdnickiej. Tuż obok wyrasta wielki, piękny, średniowieczny kościół św. Doroty. Opodal oczy cieszą pyszne budynki hotelu Monopol i Opery Wrocławskiej. Naokoło zabytkowe XIX wieczne kamienice. I on. Kolorowy, groteskowy, nieforemny. Jak przybysz z kosmosu, który postanowił popsuć wytworną atmosferę gustownego przyjęcia samym swoim przybyciem i brakiem manier na dokładkę. I właśnie to stanowi jego wartość. Tak przynajmniej sądzi część wrocławian. Jest dziwny, ale tak jak nasze stroje z tamtych lat. Kolorowy, ale my też byliśmy. Trochę wstyd na niego patrzeć, ale i my zalewamy się rumieńcem, zastanawiając się jak mogliśmy wkładać na siebie takie okropne ubrania dwie dekady temu. I nosiliśmy je wtedy z dumą. Jest dzieckiem swoich czasów. I chociaż nie wszystkie dzieci są piękne, to wszystkie trzeba kochać. Nasze wewnętrzne poczucie estetyki wykrzykuje głośne poparcie dla pana Solorza. Tak, zburzyć go, zaorać, a na fundamentach tego szkaradzieństwa postawić coś wpisującego się w otoczenie. Rozsądek z kolei dyktuje wstrzymać się z emocjami. Za wiele lat Solpol może stać się takim samym zabytkiem jak stojące obok budynki. Teraz wciąż jest młody (byłby najmłodszym zabytkiem na liście tych prawem chronionych). Wciąż pamiętamy jego początki. Nasze wnuki już nie będą. Dla nich będzie częścią historii Wrocławia.

Był, jest, nie będzie

Ktoś może zapytać, dlaczego kolejny raz wracamy do tego tematu. Śpieszymy z odpowiedzią. Ponieważ dotarła do nas wiadomość, że dolnośląski konserwator zabytków podjął decyzję. Solpol nie zostanie wpisany na listę zabytków. Kiedy tylko urzędnicza decyzja się uprawomocni, w drogę ruszy ciężki sprzęt. Pstrokaty budynek ze Świdnickiej zamiast stać się zabytkiem, stanie się historią. Nacieszmy nim oczy nim dźwigi, koparki i młoty pneumatyczne zmienią go w kupę gruzów. Część wrocławian się rozraduje, część zasmuci. Jakby nie było kolejny obiekt przejdzie na karty miejskich dziejów, które minęły. Sic transit gloria mundi. Chociaż nie jesteśmy pewni czy w tym przypadku można mówić o chwale tego świata, to jednak trochę żal.

Zabytek? Vanilla Hostel!

Są takie obiekty w mieście, co, do których nie ma żadnych wątpliwości, a ich obecność na liście zabytków prawem chronionych nikogo nie dziwi. Jednym z nich jest kamienica mieszcząca nasz hostel. XIX wieczne mury pamiętają nieomal dwa wieki historii naszego miasta. Cały czas staramy się o to by nasz budynek piękniał i przypominał sam siebie z czasów świetności. Niedługo rusza remont elewacji tak by i od frontu można było go podziwiać z zapartym tchem. Jeśli chcesz nas wesprzeć połącz przyjemne z pożytecznym. Zarezerwuj u nas pokój, prześpij się w pięknie odremontowanych pokojach i udaj na wędrówkę po centrum miasta. Leżymy w samym jego środku. Tanie noclegi we Wrocławiu, w super warunkach i doskonałej lokalizacji, a także przystępnej cenie to Vanilla Hostel.

Comments

comments

LEAVE A REPLY

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *